w dzieciństwie szyłam ubrania dla lalek, taki standard, kiedy byłam nastolatką uszyłam sobie kilka ubrań, tak zupełnie na czuja, bez wykrojów, zbytniego mierzenia, na tzw. “oko”. Nosiłam je, na ulicy, przy ludziach, chociaż ich dopasowanie pozostawiało wiele do życzenia. Wczoraj w nocy uszyłam sobie sukienkę, z satyny i szyfonu, z krytym zamkiem, założyłam ją na wesele, nie rozleciała się, muszę przyznać, że złapałam bakcyla…zdjęcia wkrótce, kolejne projekty również niedługo